|
|
niedziela, 01 kwietnia 2012
Ciągle do przodu. Na szczęście :) Zapał i energia są i nie opuszczają. determinacja nie znika. Ciągle zmiany, ciągle nowe wyzwania.
Wiosna powoli się zadomawia. Coraz więcej zielonych ździebeł traw, na drzewach zawiązują się małe listki. Wszystko budzi się do życia. Nie mogę się doczekać, żeby przeżyć wiosnę w Norwegii... Plany są... i to zajebiste... :) Ktoś mi ostatnio powiedział, że tylko wiara w spełnienie marzeń może sprawić, że one się spełnią... zobaczymy. Póki co dzień powoli chyli się ku końcowi, za oknem szaro, słońce już zaszło, ale jeszcze niebo na zachodzie różowo-fioletowe. Od jutra nowe wyzwania, nowe cele. Do dzieła! Herbata owocowa stygnie w dzbanku. Dobrego wieczoru przyjaciele.
czwartek, 08 września 2011
wrześniowo... ot tak...
To tak jakby narodzić się na nowo... czasem wystarczy chwila, usłyszane przypadkowo zdanie, jakiś moment. Jak to dobrze, że potrafimy dostrzegać takie chwile, że potrafimy coś przewartościować, zmienić zdanie czy podjąć decyzję, choćby nie zawsze tą słuszną...Dobrze, mieć świadomość, że szczęśliwość naszego życia zależy od nas samych, że należy pamiętać o tym , iż całą istotą jest umiejętność cieszenia się małymi chwilami, dostrzeganie małych radości, bo to one potem pozwalają przetrwać ten trudniejszy czas. Pogoda. Mój chyba ulubiony temat do rozmyślań.. ciepłe letnie dni zdają się być coraz odleglejsze, zanikają, ustępując miejsca chłodnym porankom, w które za nic w świecie nie nów trzeba bychce się wstawać... za oknem jeszcze ciemno a jeszcze do niedawna słońce zaglądało w okna o abstrakcyjnej porze 5 rano.... chyba nie zdążyłam się nacieszyć długimi letnimi dniami... bo coś cieżko mi docenić zmianę pory roku na tę zimniejszą, zamgloną i chłodną. znów trzeba uprzytulnić mieszkanie, żeby znów potrafić docenić powroty do domu z jesiennego miasta. Trzeba zrobić azyl z choć jednego pokoju.... do dzieła!!
niedziela, 20 marca 2011
Od jutra WIOSNA!

Jutro pierwszy dzień wiosny. Mam wrażenie, że potem temperatura, dłuższe i słoneczniejsze dni to już tylko formalność...
Zimową kurtkę można schować do szafy a wyciągnąć wiosenny płaszczyk. Czekam jeszcze aż pająki się obudzą i zabiorą do pracy.... tyle pajęczyn jest do utkania, tyle much do złapania.... tyle poranków przed nami.... bardzo już stęskniłam się za tymi właśnie porankami, kiedy to zrywać się będę o świcie, żeby zdążyć na ten cudny pokaz perełek... na te wszystkie krople rosy i wiosennego deszczu, znów będzie można popodziwiać te cudne kolory odbijające się w kroplach... Tyle rzeczy muszę jeszcze poodkrywać... od jutra... można zacząć polowanie z aparatem.. na te pierwsze płatki, listki i ździebełka, zielone, świeżutkie....Znów będzie można bezkarnie przesiadywać na ławce w parku, spacerować alejkami, dróżkami, ścieżkami ... od jutra ...
sobota, 27 listopada 2010
koniec sezonu na...trampki!
Cały zgiełk kończącego się dnia zostaje z tyłu, cichnie. Dziś tak naprawdę spadł pierwszy śnieg (no dobra, może drugi!). Przywitał mnie w Dąbrowie. Wchodząc rano przed ósmą do szkoły zostawiałam na zewnątrz jesień.. dżdżystą, ponurą, zimną, a wychodząc z niej po kilku godzinach zajęć, stąpałam po świerzym białym śniegu w zwykłych trampkach. Uroczo. A jak zimno! Śnieg bielił się odważnie i ani myślał topnieć, mając kilku-stopniowy mróz na swoją obronę.. tak tak, zaczyna nam się zima, może jeszcze nie kalendarzowa ale zawsze... :)Zmiana pory roku zawsze mobilizuje mnie do uwiecznienia tych przemian, a więc już wiem jak jutro spędzę porane! Kadr aparatu chętnie zmieni tematykę z jesiennych kropli deszczu na białe płatki śniegu! Lodowisko na boisku szkolnym już otwarte, zimowa kurtka wyciągnięta z szafy, tylko te buty zimowe... stoją gdzieś jeszcze na półce sklepowej, ale i one niebawem będą chronić moje i tak wiecznie skostniałe stopy przed wszędobyliskim i niezwykle ciekawskim zimnem! Póki co w kubku otuchy dodaje gorąca herbata z sokiem z cytryny, ciepłe wełnienne skarpety w pośpiechu naciagnięte na lodowato-zimne stopy i przytulność pokoju, w którym unosi się zapach lekko dymiącego kadzidełka waniliowego i wesoło migoczą płomyki kilku zapalonych świec... A więc Kochani, niezmiennie z tego miejsca miłej zimy wszystkim życzę!
niedziela, 31 października 2010
całe połacie zniczy...
Udało mi się jeszcze na szybko wyciągnąć Izę na cmentarz, na ulicach pusto, cicho, cmentarz migoczący już setkami płomyków widoczny z daleka. Główne wejście nań ukryte w mroku, a dalej.. połacie kolorowych lampek... czerwone, żółte, niebieskie, zielone migoczą, zapraszają.. skłaniają do refleksji. Alejki puste, spokojne, tylko te znicze... one są dowodem na to, że ludzie nie zapomnieli, że są i pamiętają.. że byli i że wielu z nich jutro tu wróci.... ja też jutro przyjdę.... dobrej nocy....
piątek, 17 września 2010
Biała ławka w parku
Wieczory często nastrajają ludzi refleksyjnie.... nie jestem wyjątkiem pod tym wzdlędem. Bardzo lubię nabierać dystansu po kończącym się dniu, wyciągnąć wnioski, wysnuć właśnie refleksje. Za oknem czarno, gdzieś w dole rzędy latarni oświetlające wstążki ulic, oświetlony komin, i wieża kościelna.... cicho, spokojnie, psy śpią oddychając miarowo,zmęczone po wieczornym długim spacerze. Przede mną kubek z prawie wypitą już herbatą owocową. Powieki coraz cięższe. Trzeba rozścielić łóżko i położyć się spać. Jutro do pracy. Wszystko w około powoli się wycisza, staje w miejscu, zapada w sen. Poranki coraz chłodniejsze, zamglone z dużą ilością rosy. W ciągu dnia jeszcze nawet ciepło, zwłaszcza w słońcu, gdy się siedzi w parku na białej ławce i gada o głupotach...takie ławki są bardzo potrzebne! Drzewa zdają się przeczuwać koniec lata i też szykują się do snu zimowego, do odpoczynku. Liście brązowieją zmęczone. Po zmroku jeże krzątają się po parkach, skwerkach chcąc nagromadzić jak najwięcej zapasów na zimę, one też już czują co się święci....uwijają się przy tym sprawnie. Trawa... trawa jak zwykle bezrtosko rośnie naiwnie myśląc, że oto nadal jest świetny czas żeby rosnąć właśnie- wciąż, bez końca. A tymczasem w przydomowych ogródkach zaczęły się jesienne prace porządkowe a kosiarki czekają w pogotowiu żeby skrócić trawę o głowę i zgrać się z nienacka z mrozem, który ostudzi zapał trawy i ona też w końcu zaśnie, do wiosny, sina, zmarznięta, skostniała.
niedziela, 12 września 2010
Już jesień?

Za oknem szaro, ponuro. Znowu. Maniakalnie nastawiam wodę w czajniku na herbatę, kaloryfery niezmiennie zimne a w mieszkaniu lodowato... Słońca jak na lekarstwo, bezcenne wydają się ciepłe wełnianne skarpety, porozciągany, stary golf i koc. Wciąż czekam na tę polską złotą jesień. Przywiozłam jej trochę od mamy, a tu? Czekam....na te alejki parkowe zasypane pożółkłymi już liścmi, na kasztany i żołędzie, na pierwszych ludzi opatulonych już szalikami, gdy o poranku biegną spóźnieni do pracy, bo przecież pod ciepłą kołdrą było tak przyjemnie i nie chciało się spod niej wychodzić o 5 rano! Czekam na ten pierwszy szron i zdziwioną trawę nim pokrytą (ona się nigdy tego nie spodziewa!), na mgielkę pary wydobywającą sie z ust przy każdym oddechu... niebawem będzie trzeba powyciągać z odchłani szaf wszystkie ciepłe ciuchy i długie spodnie, a bluzeczki z krótkim rękawem pójdą w zapomnienie... płaszcze, czapki i niezastąpione rękawiczki.... jeszcze trochę...
niedziela, 23 maja 2010
Tak jakby wiosna?
Maj, maj, maj powinno być ciepło, powinno być słońce, powinna być wiosna... powinna, powinna, powinna... a tu tylko deszcz, wiatr, chmury, kałuże... i niezastąpione kaloszki... Trochę pomarudziłam... to teraz optymistycznie! Na dworze z powodu pogody spokojniej, mniej ludzi, pogoda zdecydowanie zniechęca do wychodzenia na dwór, wychodzą tylko ci co muszą, no i ja... wystarczy, że ubiorę się "nieprzemakalnie" i już jestem monter.., psom deszcz nigdy nie przeszkadza, więc jest fajnie bo przynajmniej swobodniej, bardziej bezludnie, a i tak udało mi się między opadami deszczu być już na dwóch majówkach! Było ognisko, kiełbaski, pieczony chleb i gorące ziemniaki z popiołu. W moim kadrze pojawia się dosłownie wszystko, od kropli deszczu na rozmaitych tłach do różnorodnych przedstawicieli fauny i flory... jest jednocześnie kolorowo i szaro, spontanicznie i refleksyjnie, z bardzo bliska i bardzo daleka. Coraz częściej myślami jestem już na Majorce, do wylotu zaledwie 5 dni, ja jeszcze coprawda nie spakowana, ale już wiem gdzie chcę pójść, co zobaczyć, gdzie zrobić zdjęcia, a z drugiej strony nie mogę się doczekać tego odkrywania zakątków wyspy z ciekawością i spontanicznością dziecka... liczę na ciepło, liczę na biały piasek, i na te 7 wschodów i zachodów słońca, na te wszystkie obrazy, nowe wspomnienia, smaki, zapachy i miejsca, do których bedę chciała wrócić, wiecie te magiczne... to wszystko przede mną, jeszcze tylko kilka dni...
wtorek, 20 października 2009
środa, 02 września 2009
Zły sen.
Czas się zatrzymał w miejscu, uparcie stoi i ani drgnie. Należałoby wejść w nową skórę, ale co zrobić gdy się takiej nie ma? W głowie aż huczy od pytań a tu znikąd odpowiedzi. Martwo, cicho głucho, pusto. Zaskoczenie, zdziwienie, ogromny szok. Jedna część mnie wolno idzie dalej ale ta druga stoi oszołomiona i nie wie co się dzieje, kompletnie zgłupiała i nie potrafi się odnaleźć w tej koszmarnej 'rzeczywistości'. Jak w złym śnie.
|